facebook

ul. Rzeźbiarska 46
04-620 Warszawa

KANCELARIA ZŁÓŻ OFIARĘ

Kategoria: Galeria

0

Parafialne kolonie- Wyspa Sobieszewska 2019

Parafialne kolonie wakacyjne – Wyspa Sobieszewska 2019

Wspomnienia:

Te dziesięć dni spędzone z dziećmi i rodzicami to dla mnie osobiście niezapomniany czas. Trudno zrelacjonować cały pobyt i opisać wszystkie wydarzenia i atrakcje. O tym niech powiedzą zdjęcia i wspomnienia samych uczestników. W swojej refleksji zwrócę uwagę na kilka istotnych elementów.

Jest wielkim powodem do radości to, że zimowe i letnie wyjazdy chyba już na stałe wkomponowały się w życie naszej anińskiej parafii. Po prostu jest dla nasz czymś naturalnym, że zimą wyjeżdżamy wspólnie na narty, a latem w jakieś miejsce gdzie można odpocząć, zazwyczaj nad morze. Jeszcze bardziej cieszy to, że dla wielu dzieci (a także rodziców) taki wyjazd jest niezwykle ważny i kiedy tylko pojawia się informacja o planowanej wyprawie, od razu zgłaszają chęć uczestnictwa. To z tego powodu informacjo o takim wyjeździe nie słychać w ogłoszeniach parafialnych, gdyż wiadomość w pierwszej kolejności otrzymują rodzice ministrantów i dziewczynek z Drużyny, co sprawia, że w ciągu kilku dni lista zostaje zapełniona, a nawet tworzy się tak zwana lista rezerwowa.

Specyfiką naszych wyjazdów jest fakt, że mimo dużej liczebności i rozpiętości wiekowej tworzymy jedną wielką rodzinę. Jakkolwiek to stwierdzenie może wydawać się bardzo wzniosłe, naprawdę tak jest! Kto z nami był, ten wie. Dotychczasowe przygody bardzo nas połączyły i wytworzyły więzi między nami. Nowe osoby zaś bardzo szybko się w tym gronie odnajdują. To cieszy!
Niewątpliwie ważną rolę w tym dziele odgrywa ksiądz. Wszyscy wiemy w jakich kategoriach jest w ostatnim czasie ukazywany kapłan w naszym kraju, więc tym bardziej zorganizowanie i koordynowanie takiego pobytu stanowi spore wyzwanie. I to właśnie w takich okolicznościach szczególnego znaczenia nabierają słowa „zło dobrem zwyciężaj”, notabene tak często przywoływane przez byłego wikariusza tej parafii, bł. Ks. Jerzego Popiełuszkę.

Kościół obroni się nie tyle zażartą polemiką, co autentycznym świadectwem wiary w Chrystusa i Jego Ewangelię. Tworzenie takiego ewangelicznego środowiska i gromadzenie młodych ludzi wokół Kościoła, a przede wszystkim w Kościele jest dziś ogromną potrzebą. Jeśli to się w jakiejś mierze udaje za sprawą naszych wyjazdów: Bogu niech będą dzięki!

Każdy nasz wyjazd nazywany jest rekolekcyjno-wypoczynkowym. Nie przypadkowo. Codzienna Msza święta, poranna modlitwa połączona z rozważaniem słowa Bożego, modlitwy przed posiłkami, koronka do Miłosierdzia Bożego czy dziesiątek różańca wplecione w codzienność, wieczorne podsumowanie dnia i śpiew Apelu Jasnogórskiego: to tylko niektóre elementy rekolekcyjnej mozaiki. Na ile łaska Eucharystii i słowa Ewangelii przenikają myślenie i postępowanie tych dzieci? Na to pytanie pełną odpowiedź zna tylko Pan Bóg. Jemu to wszystko zawierzam i dlatego każdego dnia pobytu w Gdańsku towarzyszyła mi (i nadal towarzyszy) modlitwa o łaskę wiary dla uczestników i duchowe owoce tego pobytu. „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” – zatem nadzieja tkwi w Chrystusie.

Wakacyjny wyjazd jest w pewien sposób zwieńczeniem całorocznej pracy formacyjnej. Chłopiec, który służy jako ministrant do Mszy świętej i przychodzi na zbiórki, a także dziewczynka, która należy do Drużyny Świętej Rodziny i pod okiem siostry Magdaleny poznaje Ewangelię wchodzi w pewne środowisko. Środowisko rówieśników. Środowisko żyjące wiarą i starające się zbliżyć do Chrystusa. Środowisko, które w dzisiejszych czasach jest niezwykle potrzebne. Ci, którzy chcą – korzystają. Ci, którzy chcą do nas dołączyć – niech czują się zaproszeni.

Panu Bogu dziękuję za ten czas i tych ludzi. Dziękuję za wszystkie przejawy Jego błogosławieństwa, choćby takie jak wspaniała pogoda (która nie koniecznie jest w innych terminach). Znakiem Bożej opieki było też to, że kiedy dwukrotnie „wylądowaliśmy” w gdańskim szpitalu na SOR, wszystko kończyło się pomyślnie. A nawet tam spotykaliśmy wierzących ludzi, jak na przykład młodą lekarkę, która podzieliła się spontanicznie świadectwem wiary i formacją w postakademickiej wspólnocie, do której należy.

Pan jest z nami! Pan jest dla nas bardzo dobry i to właśnie Jemu niech będą dzięki za wszystko!
Ks. Paweł Cieślik

REFLEKSJE Z AUTOKARU

Właśnie wracamy z naszego wakacyjnego wypoczynku. Niektórzy przysypiają, u niektórych gry poszły w ruch… Jest względna cisza, dobry czas na przemyślenia i podsumowanie wyjazdu. Przyszła mi myśl, że można spędzić wakacje nad morzem samemu, chodzić nad morze w samotności, w ciszy, z nikim nie rozmawiać, podziwiać piękne widoki. Ale to byłoby bardzo nudne tak przez 10 dni. Wyjazd z grupą dzieci i rodziców to znaczniej coś interesującego.

To był mój kolejny wyjazd z dziećmi i rodzinami. Każdy taki wypoczynek to nowe doświadczenie, to wzajemne poznawanie się, uczenie się siebie na wzajem, uczenie się rezygnacji z własnego „ja”, to bycie nieustannie dla bliźniego, to bycie gotowym na nieprzewidziane sytuacje. Niewątpliwie jest to wyzwanie, w którym jest też dużo radości. Dla mnie radość jest wtedy, kiedy widzę radość dzieci, ich zadowolenie i to, że chcą jechać z nami następnym razem. Bogu niech będą dzięki za ten czas.
Siostra Magdalena

Wyjazd rozpoczęliśmy 25 czerwca Mszą świętą o godzinie 8 rano. Kilka minut po 9.00 wyjechaliśmy z Anina. Podróż przebiegała bez jakichkolwiek problemów. Do ośrodka Fala na Wyspie Sobieszewskiej dojechaliśmy po godzinie 15. Każdy udał się do swojego pokoju i zostawił bagaż, po czym udaliśmy się na obiad. Po posiłku była chwila wolnego, po czym udaliśmy się po raz pierwszy na plażę. Było to wyjście zapoznawcze z morzem. Wróciliśmy po około półtorej godzinie i kończyliśmy rozpakowywanie. O 18 mieliśmy kolacje, a później czas wolny i po godzinie 20 mieliśmy modlitwę wieczorną, a później każdy wziął prysznic i poszedł spać. Tak zakończył się pierwszy dzień na Wyspie Sobieszewskiej po tym, jak tam dotarliśmy.

Mniej więcej każdego dnia posiłki były o tej samej porze, a Msza święta rano lub wieczorem w zależności od tego, co mieliśmy zaplanowane na dany dzień. Mogliśmy uczestniczyć we Mszy z księżmi z Rzymu, którzy wizytują parafie saletyńskie w naszym kraju.
Ośrodek, w którym zamieszkaliśmy miał spory teren. Było dużo miejsca do biegania oraz innych aktywności, a tych nie brakowało, gdyż mieliśmy wiele pomysłów.

Gdy chodziliśmy na plażę to było na niej dużo zajęć. Oprócz kąpieli w morzu było dużo zajęć sportowych. Graliśmy w piłkę nożną, zbijaka i kilka innych. Było też zakopywanie w piachu dla chętnych, co wielu osobom się podobało, bo to była niezła zabawa.

Oprócz wyjść na plażę dużo jeździliśmy i zwiedzaliśmy Gdańsk i okolice. Dowiedzieliśmy się kilku rzeczy o Gdańsku. Słuchaliśmy koncertu organowego w Oliwie. Byliśmy z wizytą w gdańskim zoo. Zwiedzaliśmy różne zabytki, w tym wiele kościołów. Byliśmy też w kilku muzeach. Jechaliśmy kolejką wąskotorową. Był też rejs statkiem po Kanale Elbląskim. Płynęliśmy statkiem na Westerplatte. Odwiedziliśmy również aquapark w Sopocie i świetnie się tam bawiliśmy. Było naprawdę bardzo fajnie, a na brak atrakcji tam nie można było narzekać. Byliśmy też na najdłuższym molo w Sopocie, gdzie fajnie spędziliśmy czas mimo dużego i silnego wiatru. Niestety nadszedł też ostatni dzień pobytu, podczas którego pakowaliśmy się, a po południu uczestnicy dobrali się dowolnie w grupy i każda z nich odgrywała różne sceny z Ewangelii. Po przedstawieniach poszliśmy do sali, w której codziennie były wieczorne modlitwy, aby podsumować cały wyjazd.

Było podsumowanie kilku konkursów np: quiz o wydarzeniach z Ewangelii czy też konkursu czystości. Było mnóstwo braw i podziękowań. W dniu powrotu była modlitwa poranna, śniadanie, Msza i bezpośrednio po niej zjedliśmy śniadanie oraz spakowaliśmy bagaże do autokaru i wyjechaliśmy. Przed bezpośrednim powrotem do Warszawy zwiedziliśmy zamek w Malborku. Poznaliśmy historię zamku oraz jego mieszkańców i odwiedziliśmy dużo różnych pomieszczeń z bronią białą czy też palną i zbrojami oraz wiele innych. Po tej wycieczce wracaliśmy już bezpośrednio do Warszawy. Podróż powrotna przebiegła bez jakichkolwiek problemów.

Podsumowując: wyjazd rekolekcyjno – wypoczynkowy na Wyspie Sobieszewskiej koło Gdańska był naprawdę bardzo udany. Było dużo atrakcji – wyjść na plażę oraz sporo zwiedzania oraz aktywności sportowych. Mieliśmy prawie zawsze bardzo ładną pogodę, więc nie mogliśmy narzekać. Dziękuję księdzu Pawłowi, że powierzył mi bardzo ważną rolę bycia wychowawcą na tym wyjeździe i na kilku innych. Liczymy na jak najwięcej różnych wyjazdów, które mamy nadzieję, jeszcze przed nami.
Łukasz Dobrowolski

WYJAZD JAK WIERSZ ALBO PEJZAŻ

W Sobieszewie byliśmy całą rodziną. Przede wszystkim było to wspaniałe miejsce z powodu obecnego tam Sanktuarium Matki Bożej z La Salette. Osobiście czułam jakby powrót do cudownych wspomnień z pielgrzymki do La Salette
w Alpach. Moim zdaniem objawienia Matki Bożej Saletyńskiej są tak bardzo ważne również dla współczesnego świata, że warto było sobie to wydarzenie przypomnieć
i przeżyć słowa Maryi jeszcze raz.

Z kolei dzięki temu, że odwiedziliśmy kościół pod wezwaniem św. Brygidy
w Gdańsku, by podziwiać bursztynowy ołtarz, mieliśmy okazję poznać miejscowego przewodnika pana Andrzeja, zajmującego się szczegółowym objaśnianiem symboliki tego ołtarza. Podeszłam do niego porozmawiać osobiście. Okazało się, że pan Andrzej jest autorem książki opisującej przeżycia jego duszy podczas śmierci klinicznej. Po drugiej stronie życia doznał wyceny swoich uczynków i doświadczył bliskości Pana Jezusa. Odkrył Bożą Sprawiedliwość i Boże Miłosierdzie. Fascynujące świadectwo. Jeszcze podczas pobytu w Sobieszewie przeczytałam całą tę książkę ze łzami wzruszenia w oczach.

Dla mnie ważna była też wspólna droga krzyżowa w lesie, kiedy większość uczestników zaangażowała się w zrobienie krzyży z patyków, splatając je trawą. Wszyscy podeszli do tego zadania z wielkim pietyzmem. Patrząc na to, można ufać, że wiara w naszym narodzie nigdy nie zginie…Tym bardziej, że każdego wieczoru tak potężnie brzmiał nasz śpiew Apelu Jasnogórskiego.

Nasz wakacyjny wyjazd z księdzem Pawłem i siostrą Magdaleną był naznaczony niezliczoną ilością znaków z nieba. Wymodlona wspaniała pogoda
i piękno natury, zbliżające do Stwórcy. Wszystko co potrzeba dla ciała i ducha. Dużo pouczających wycieczek i codzienne rozważanie Słowa Bożego oraz codzienna Eucharystia. Komplementarność programu na każdy dzień.

Nie sposób nie wspomnieć o rejsie na Westerplatte – w to miejsce wraca się jak w święte miejsce i nigdy nie jest za dużo. Wniosek z tej wycieczki był jasny: na Westerplatte powinna stanąć stopa każdego Polaka. Być tam to oddać hołd tym, którzy walczyli za Polskę. To lekcja patriotyzmu. To dowód pamięci…

Wyjazdy z księdzem Pawłem cechuje dbałość o szczegóły. To gwarancja jakości. Choćby fakt, że nie na każdym statku płynącym na Westerplatte można doświadczyć dodatkowych atrakcji. Na naszym rejsie tak było. Marynarz osobiście z gitarą w ręku śpiewał szanty. Uwierzcie, że żadne nagranie nie zastąpi żywego spotkania z nastrojowym śpiewem na pokładzie. Zatem ze statku schodziliśmy umuzykalnieni. Ale i pod wrażeniem obejrzanej od strony wody stoczni remontowej. Mijaliśmy prawdziwe konstrukcyjne monumenty, które budziły respekt.

Nie mogę pominąć jeszcze jednego szczegółu. To co zapierało dech
w piersiach to rejs po kanale elbląsko-ostródzkim. Rozlewiska i towarzyszące nam ptaki, które nie chciały od nas odlecieć, można przyrównać do błogiej chwili
w bajkowej krainie. To jakby wiersz albo pejzaż.

Większość wydarzeń z wyjazdu sobieszewskiego spinało w klamrę moje przeżycia z poprzednich lat. I jeszcze bardziej mnie ubogacało. Za co dziękuję Panu Bogu, Maryi i ziemskiemu organizatorowi. Tym bardziej, że jako rodzinka „naładowaliśmy akumulatory” na bardzo długo. Sądzę, że będziemy czerpać siły
z sobieszewskich doświadczeń aż do następnego lata. A w uszach będzie nam dźwięczeć śpiew jednego z najmłodszych uczestników wyjazdu – czterolatka, który tak pięknie wyśpiewywał nam w autokarze Hymn Polski oraz piosenki z różnych dobranocek…

Agnieszka z rodziną

Wakacje jak co roku, także i w tym niejednemu rodzicowi z pewnością spędzały sen z powiek od wielu miesięcy. Gdzie posłać pociechy, żeby były zadowolone, świetnie się bawiły, ale przede wszystkim były bezpieczne? Jechać razem, czy postawić na samodzielny wypoczynek? Dwa tygodnie urlopu rodziców w ciągu całych wakacji nie pozostawia wiele pola do manewru – jednak konieczne są kolonie lub obóz. Cały czas pozostaje jednak pytanie: co zrobić, żeby naszemu potomkowi nie stała się krzywda?

Mieliśmy wielkie szczęście, że Ks. Paweł i Siostra Magdalena zaoferowali się zorganizować wakacyjny wyjazd nad morze dla ministrantów i dziewczynek w drużyny Świętej Rodziny. Wypoczynek miał być połączony z rekolekcjami, więc znajdzie się i coś dla ciała, i coś dla duszy. Nie musieliśmy się długo zastanawiać, decyzja była prawie natychmiastowa – jedziemy!

25 czerwca, po Mszy świętej, 72 osoby zapakowały się do autobusu
i samochodów i wyruszyły po przygodę. Niektóre dzieci pojechały na wakacje samodzielnie, innym towarzyszyli rodzice lub dziadkowie, więc rozpiętość wiekowa była duża – od półtora roku do 60 plus. Dzięki temu każdy znalazł sobie kompana
do zabawy, psot lub zwykłej pogawędki.

Sobieszewo przywitało nas piękną pogodą. Zamieszkaliśmy w ośrodku Fala, który był cały do naszej dyspozycji. Do plaży jest kawałek, ale co to znaczy dla żądnych morskich kąpieli wczasowiczów.

Utrzymanie w karbach takiej gromady dzieciaków nie jest sprawą prostą,
ale organizatorzy spisali się na medal, zapewniając rozbudowany program duchowy
i rozrywkowy. Nie było czasu na nudę, czy grymaszenie.

Codziennie rano i wieczorem, po modlitwie, odbywało się czytanie wybranych fragmentów Pisma Świętego. W tym roku rozważaliśmy śmierć i mękę Jezusa. Dostaliśmy przygotowane zawczasu notatniki, w których oprócz fragmentów Pisma było miejsce na wpisanie swoich przemyśleń na temat tekstu i postanowień na nadchodzący dzień. Wieczorem zastanawialiśmy się w ciszy, czego nauczyliśmy się tego dnia i czy udało nam się spełnić postanowienia. Notatniki są świetnym pomysłem, to co zostanie zapisane nie umknie, można do tego wrócić, coś zmienić, dopisać, poprawić. Czasami rozmawialiśmy z Jędrkiem na temat przeczytanego fragmentu i zadawane przez niego pytania były często zaskakujące i świeże.

Mieliśmy szczęście, że księża ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy Saletynów umożliwili nam udział w mszach świętych w pobliskim kościele Matki Bożej Saletyńskiej. Możecie sobie, Drodzy Czytelnicy, wyobrazić zdumienie parafian
i turystów, gdy przed Mszą wchodziło do prezbiterium dwudziestu kilku ministrantów! I to wszystko z jednej parafii! Czasami Msza była tylko dla nas i wtedy oprawę muzyczną zapewniała siostra Magdalena i dziewczynki z Drużyny Świętej Rodziny.

Oczywiście nie samymi modlitwami człowiek żyje i w programie było także zwiedzanie okolicy. Wycieczka z przewodnikiem po Gdańsku była wyzwaniem ekstremalnym, ponieważ temperatura powietrza osiągała 34 stopnie Celsjusza
w cieniu. Na szczęście przewodnik prowadził nas zacienionymi miejscami,
a w odwiedzanych kościołach było znacznie chłodniej. Odwiedziliśmy między innymi bazylikę konkatedralną Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, zwaną także bazyliką Mariacką, gdzie na niektórych największe wrażenie zrobił obraz Hansa Memmlinga „Sąd ostateczny”, Madonna Gdańska, Pietà, czy ołtarz Koronacji Marii,
a na innych widok z kościelnej wieży, na którą trzeba było się wspiąć po niezliczonej liczbie schodów. Z odwiedzanych miejsc nam najbardziej spodobał się kościół św. Jana i bursztynowy ołtarz w kościele Świętej Brygidy, w którym Jędrek pozował do zdjęcia za ołtarzem (czyży znak?).

Innego dnia była wycieczka statkiem na Westerplatte, gdzie zmówiliśmy modlitwę za poległych obrońców i wysłuchaliśmy krótkiego wykładu na temat historii tego miejsca. Kolejna wycieczka, także statkiem, była po Kanale Elbląskim. Mieliśmy możliwość zobaczyć działanie pochylni, unikatowego na skalę światową systemu transportu statków po kanale. A gdy statek wpłynął na deltowe jezioro Druzno z wielu piersi wydobył się jęk zachwytu. Jezioro z przyległymi terenami tworzy rezerwat przyrody, wpisany na listę ramsarską, będący miejscem lęgowym ptactwa wodnego
i błotnego. Będące już nisko Słońce barwiło rośliny i wodę na piękny złocisty kolor.

W programie wyjazdu było także zwiedzanie Archikatedry Oliwskiej
i wysłuchanie koncertu organowego. Dzięki przyjacielowi ks. Pawła mogliśmy zajrzeć także do miejsc niedostępnych dla zwiedzających, na przykład do katedralnego refektarza i zakrystii kościoła. Odwiedziliśmy także oliwski ogród zoologiczny,
w którym Jędrkowi najbardziej podobały się orangutany.

Wakacje nad morzem to oczywiście plaża i morskie kąpiele, więc i tego nie mogło zabraknąć w programie. A że nie można ciągle siedzieć w wodzie, bo człowiek może się rozmoczyć, na plaży odbywały się rozgrywki w piłkę nożną i zbijaka, a także zawody w budowaniu fortyfikacji z piasku i bronienia ich do utraty tchu. Gdy popsuła się pogoda i nie można było kąpać się w morzu, odwiedziliśmy sopocki Aquapark,
w którym dwugodzinna zabawa spowodowała, że niektórzy mieli kłopot ze spacerem na sopockie molo.

Program zakończyła wyprawa kolejką wąskotorową z Mikoszewa do Stegny.
W kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa zmówiliśmy Koronkę i podziwialiśmy unikatowe wyposażenie, w którym dominował model statku z XIX wieku i piękny ołtarz.

Dziesięć sobieszewskich dni było bardzo intensywnych, nie można było się nudzić. Śmieliśmy się, że po przyjeździe trzeba wziąć kilka dni urlopu, żeby odpocząć po zwiedzaniu. Ale to było zmęczenie fizyczne, psychicznie odpoczęliśmy
za wszystkie czasy. Aby wchłonąć wszystkie dobra, którymi obdarzył nas Bóg, trzeba było wyrzucić z głowy niepotrzebne myśli, aby zrobić miejsce na nowe doznania, zarówno fizyczne, jak i duchowe i psychiczne. Najważniejsze dla nas było także poczucie wspólnoty, myśl, że nareszcie gdzieś należymy, że jesteśmy wśród życzliwych nam ludzi. Ks. Paweł i Siostra Magdalena są wspaniałymi opiekunami
i przewodnikami, którym bez namysłu powierzę moje dziecko. Mam jednak nadzieję, że będziemy mogli pojechać jeszcze nie jeden raz na wspólną wyprawę po przygodę.

Joanna i Jędrek Rybak

 

0

Jasełka parafialne 2019

 

 

 

 

 

0

Pielgrzymka szlakiem Jana Pawła II

Pielgrzymka szlakiem Jana Pawła II

Wspomnienia:

RELACJA  Z  PIELGRZYMKI
do Krakowa, Łagiewnik, Kalwarii Zebrzydowskiej, Wadowic.

 

KRAKÓW
Zwiedzanie Krakowa rozpoczęliśmy od wzgórza Wawelskiego, na którym wznosi się Katedra Wawelska, miejsce koronacji królów Polski, a także ich pochówku. Pośrodku świątyni znajduje się grób św. Stanisława. Pełni on od stuleci funkcję Ołtarza Ojczyzny. Tu przez wieki królowie składali zdobyczne trofea jak chorągwie krzyżackie zdobyte pod Grunwaldem oraz zdobyty ekwipunek po wspaniałym zwycięstwie nad Turkami pod Wiedniem w 1683 r.

W Katedrze obejrzeliśmy groby królewskie, sarkofagi władców z dynastii piastowskiej: Władysława Łokietka i Kazimierza Wielkiego, sarkofagi królów z początku dynastii Jagiellońskiej: króla Władysława Jagiełły i Władysława Warneńczyka, a także pomnik i insygnia grobowe Św. Królowej Jadwigi. W krypcie w podziemiach Katedry, znajdowały się między innymi groby Zygmunta Starego, Kazimierza Jagiellończyka, Króla Jana III Sobieskiego. W Krypcie Bohaterów Narodowych umieszczono: Ks. Józefa Poniatowskiego, Tadeusza Kościuszkę, marszałka Józefa Piłsudskiego i gen. Władysława Sikorskiego. Odwiedziliśmy także Kryptę Wieszczów Narodowych: Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego,  Zwiedziliśmy również najbardziej okazałe kaplice z różnych okresów historycznych i również te, o odmiennych stylach architektonicznych, spośród piętnastu jakie katedra posiada.

Następnie udaliśmy się schodami na wieżę północną Katedry Wawelskiej, na której wisi słynny dzwon „Zygmunt”. Posiada on nietypową konstrukcję. Serce dzwonu o wadze 380 kg, jest nieruchome. Za to podczas dzwonienia porusza się kopuła dzwonu, uruchamiana w ruch, przez co najmniej sześciu rosłych mężczyzn.

Po wyjściu z Katedry obejrzeliśmy dziedziniec Zamku Królewskiego.  Zobaczyliśmy też Kościół Mariacki, ale tylko z zewnątrz. Do jego wnętrza nie udało się wejść, bo świątynia była zamknięta, ze względu na konserwację, ale za to usłyszeliśmy hejnał z wieży tegoż Kościoła. Zwiedziliśmy również renesansowe Sukiennice. W trakcie marszruty spotkaliśmy całą karawanę dorożek z turystami. Ciągnęły je barwnie przystrojone konie. Woźnicami tych pojazdów były najczęściej młode, stylowo ubrane panie. Idąc pieszo do pozostałości krakowskich murów miejskich: słynnego Barbakanu i Bramy Floriańskiej, przeszliśmy się również przez tereny zielone, które powstały po zburzeniu murów obronnych i zasypaniu fos, a są obecnie nazywane są Plantami. Przechodząc się po tym terenie dostrzegliśmy osobliwy pomnik Jana Matejki. W drodze do przystani, przy której cumował statek rzeczny, oglądaliśmy stylizowany Smok Wawelski i zejście do Smoczej Jamy. Odbył się także rejs statkiem po Wiśle. Z jego pokładu oglądaliśmy majestatyczny Wawel, następnie most Dębnicki i Kościół na Skałce.

Następnie udaliśmy się pieszo na zwiedzanie barokowego Kościoła na Skałce. Kojarzy się on z męczeńską śmiercią krakowskiego biskupa Stanisława. Pełni też rolę Panteonu Narodowego. Bowiem w podziemiach Bazyliki spoczywają najznakomitsze postacie polskiej kultury, sztuki i nauki. W tym między innymi : Jan Długosz, Wincenty Pol, Ignacy Józef Kraszewski, Teofil Lenartowicz, Adam Asnyk, Stanisław Wyspiański, Jacek Malczewski, Karol Szymanowski, Tadeusz Banachiewicz, Czesław Miłosz.

Kolejnym miejscem zwiedzania był Kazimierz. Przez wiele wieków Kazimierz był obszarem współistnienia i przenikania się kultury Żydowskiej i Katolickiej. Te uwarunkowania wpłynęły na rozwój urbanistyczny tej dzielnicy Krakowa. Spośród budynków użyteczności publicznej, na Kazimierzu  było 5 kościołów, 7 synagog, a także rytualna łaźnia dla mężczyzn i kobiet, zwana mykwą.

 

ŁAGIEWNIKI
Po przybyciu i zakwaterowaniu udaliśmy się niezwłocznie do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Bo to był przecież jeden z głównych celów naszej pielgrzymki. Już z daleka w porze zachodzącego słońca dostrzegliśmy olbrzymi kompleks sakralny, gdzie w krajobrazie dominowała Bazylika Bożego Miłosierdzia. Swą nowoczesną bryłą architektoniczną przypominała elipsoidalny okręt, płynący na morzu. Zbliżając się do zwiedzanego obiektu  dostrzegliśmy stylizowaną rufę okrętu, a na niej umieszczony pomnik  św. Jana Pawła II. Ukazuje on Papieża, jako sterownika Łodzi Piotrowej i Zwiastuna Pokoju.  Tuż za pomnikiem zobaczyliśmy wieżę Bazyliki.

Po wejściu do Bazyliki, każdy z nas dostrzegł obraz Jezusa Miłosiernego, który nie tylko przykuwał swą wizualną treścią, ale przede wszystkim niezwykle sugestywnie oddziaływał na człowieka i skłaniał go do osobistej refleksji. Projektant ołtarza umiejscowił go w jasnej poświacie, która symbolizuje Dobro. Przenika ona niewidoczne oddziaływanie zła, które twórca ołtarza przedstawił symbolicznie, za pomocą przekrzywionych obumarłych gałęzi drzew, smaganych bardzo porywistym wiatrem, który wielokrotnie tworzy się na kuli ziemskiej. Mimo tego negatywnego oddziaływania zła, jasność przestrzeni ołtarzowej stanowiła trwałą dominantę oddziaływania, bo wynika ona z działań Miłosiernego Chrystusa. Pod obrazem Jezu Ufam Tobie, umieszczono tabernakulum w kształcie kuli ziemskiej, w którym przechowywana jest Eucharystia. Stanowi ona nośnik bezwarunkowej Miłości Boga. Z tego względu projektant ołtarza,  kulę ziemską opasał złotą aureolą. W ołtarzu po obu stronach słynnego obrazu, umieszczono podobizny osób, które spowodowały, że został zrealizowany postulat Bożego  Miłosierdzia poprzez działania: św. Faustyny i św. Jana Pawła II. Cały ołtarz skąpany jest w świetlistej poświacie, co ma symbolizować Miłosierdzie Boże, jakie przepełnia otaczającą rzeczywistość. Bo zło go nigdy nie przezwycięży, chociaż czasami ekstremalnie działa.

Po indywidualnej modlitwie, udaliśmy się na zwiedzanie Bazyliki. Kościół jest przestronny. Może pomieścić 5000 osób (w tym około 1800 miejsc siedzących) i jest doświetlony. Dużą część barwnych okien Bazyliki stanowią fale morskie. Zręczne połączenie poświaty w ołtarzu, fal morskich przedstawionych na szybach Bazyliki, a także kształtu bryły architektonicznej obiektu w którym przebywaliśmy, sprawiało i sami też odnosiliśmy wrażenie, że znajdujemy się na pokładzie okrętu, podążającego do Jasności. Odczuwaliśmy również, że kapitanem okrętu jest Ten, któremu Ufamy.

Tuż za pomnikiem św. Jana Pawła II, znajduje się wieża Bazyliki. Stanowi ona najwyższy punkt widokowy w Krakowie. Wkrótce miał zapaść zmrok, więc udaliśmy się pod wieżę, aby windą dojechać do galerii widokowej, z której obejrzeliśmy panoramę miasta Krakowa.

Po obejrzeniu panoramy miasta wróciliśmy do oglądania dolnego poziomu bazyliki w którym znajdowało się aż pięć kaplic. Z uwagi na ograniczoną porcję dysponowanego czasu, zwiedziliśmy tylko Kaplicę Centralną pod wezwaniem św. Siostry Faustyny, w którym jedna z członkiń Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia przedstawiła krótko 150- letnią historię tego zgromadzenia w Krakowie.

Następny dzień, po noclegu w Domu Pielgrzyma w Łagiewnikach i po spożyciu śniadania, rozpoczęliśmy od uczestniczenia we Mszy świętej, podczas której kazanie wygłosił ks. Paweł, po polsku i po angielsku, ze względu na obecność pielgrzymów z Azji. Po skończonej liturgii, udaliśmy się do neogotyckiego zabytkowego zespołu klasztornego Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, aby obejrzeć Kaplicę św. Józefa z obrazem Jezusa Miłosiernego oraz grobem i relikwiami św. Faustyny.

Następnie przeszliśmy do części klasztornej Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, gdzie tuż za wejściem do obiektu, w jednym z dwu pomieszczeń,  zgromadzono przedmioty, które stanowiły wyposażenie pokoju św. Faustyny, a nawet jej cenne pamiątki. Przez dużą panoramiczną szybę zobaczyliśmy takie przedmioty jak: duży piec kaflowy na stały opał, który ogrzewał pokój, łóżko na którym spała, biurko przy którym Faustyna w Krakowie kontynuowała pisanie „Dzienniczka”. Na biurku znajdowała się lampka nocna, jakiej używała będąc w Wilnie. Była również kopia rękopisu „Dzienniczka”. Na jednej z szafek znajdował się „Ołtarzyk”, pochodzący z rodzinnego domu. Na stoliczku umieszczono również narzędzia pokutne, którymi czasami umartwiała się Faustyna. Na stojaku wisiała peleryna, której używała, gdy wychodziła na zewnątrz w zimne dni. Nie mogło zabraknąć kubeczka jakiego używała do picia, mieszkając w Krakowie.

Kolejnym obiektem zwiedzania w Łagiewnikach, było Sanktuarium św. Jana Pawła II. Największy kubaturowo obiekt tego Sanktuarium, to ośmioboczny budynek nazwany Kościołem Relikwii. Okazał się budowlą  monumentalną o znacznie odmiennym stylu architektonicznym w porównaniu do Bazyliki Miłosierdzia Bożego. Wchodząc do wnętrza tego Kościoła, dostrzegliśmy stojący pośrodku marmurowy ołtarz, w którym umieszczono szklaną szkatułę zawierającą ampułkę z krwią papieża. Krew tą pobrali od Ojca Świętego lekarze z kliniki w Gemeli we Włoszech, przed operacją, usunięcia kuli z organizmu papieża. Zauważyliśmy również, że wnętrze Kościoła zdobią różnobarwne mozaiki. Dominują w przedstawionych scenach jasne i ciepłe barwy, co potęguje dodatkowo pozytywny odbiór przez zwiedzającego przedstawionych obrazów. Autorem mozaik ich jest uznany w świecie artysta ojciec Marko Ivan Rupnik SJ. To ten sam co tworzył mozaiki miedzy innymi w krypcie nowego kościoła w San Giovanni Rotundo we Włoszech. Obejrzeliśmy również naznaczoną krwią sutannę papieską, w którą św. Jan Paweł II był ubrany w dniu 13 maja 1981 r. podczas audiencji generalnej na Placu św. Piotra, gdy zamachowiec Mehmed Ali Agca próbował zabić papieża. Kilku naszych uczestników pielgrzymki starało się odnaleźć na sutannie, miejsce wlotu kuli. Będąc z kolei w Kaplicy Kapłańskiej, dostrzegliśmy w niej  płytę z grobu Jana Pawła II pochodzącą z Grot Watykańskich Bazyliki św. Piotra w Rzymie.

 

KALWARIA  ZEBRZYDOWSKA

Znana jest przede wszystkim z Sanktuarium pasyjno-maryjnego ojców bernardynów. W skład Sanktuarium  wchodzą: bazylika, zespół klasztorny,
kaplice i kościoły kalwaryjskie w liczbie 42. Są przepięknie wkomponowane w teren i tworzą park pielgrzymkowy, określany skrótowo jako „Dróżki”. Cały kompleks sanktuaryjny uzupełniają budynki Domu Pielgrzyma. Razem tworzą unikalną wartość kulturową, kultową i przyrodniczą. Łączą w sobie naturalne piękno i cele duchowe oraz zasady architektonicznej kompozycji barokowego parku. Z tego względu jako jedyny obiekt kalwaryjski na świecie, kompleks ten został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, a również został uznany za Pomnik historii Polski. Rocznie przybywa do tego miejsca, ponad milion pielgrzymów z kraju i za granicy. Dla naszej pielgrzymki stanowił on bazę noclegową, przez dwa dni.

 

WADOWICE

Jest to rodzinne miasto papieża Jana Pawła II. To tu spędził dzieciństwo, przyszły święty. Gdy weszliśmy na Rynek Wadowicki, ujrzeliśmy fontannę składającą się z czternastu prostopadłościanów, wzajemnie przenikających się. Ilość ich nawiązuje do ilości encyklik, jakie papież Jan Paweł II napisał podczas swojego pontyfikatu. Mijając fontannę spostrzegliśmy  Bazylikę pobudowaną w stylu późnobarokowym, z frontową wieżą fasadową.  To do niej przychodził na mszę świętą i był bierzmowany młody Karol. Wchodząc do środka obejrzeliśmy ołtarz główny z obrazem nawiązującym do patronki bazyliki, rokokową chrzcielnicę, przy której był chrzczony przyszły papież, a także zwiedziliśmy wyposażenie i aranżację wnętrza świątyni poświęconą między innymi osobie św. Jana Pawła II. Wychodząc z bazyliki natrafiliśmy się na pomnik świętego, usytuowany między kościołem a Domem Rodzinnym, w którym wychowywał się przyszły papież. Na ścianie Bazyliki zobaczyliśmy zegar słoneczny i słynny napis: „ Czas ucieka Wieczność czeka”, który młody Karol spostrzegał z kuchni swego mieszkania i do sentencji tego napisu wielokrotnie się odnosił.

Nie obyło się bez konsumpcji wadowickich kremówek, którymi delektowaliśmy się czekając na wejście do Domu Rodzinnego Ojca Świętego.

Zwiedziliśmy również multimedialne muzeum poświęcone św. Janowi Pawłowi II. Mieści się ono w kamienicy tuż obok Bazyliki. Urządzono go w na czterech kondygnacjach. Na ekspozycję multimedialną składają się zarówno eksponaty związane z latami przeżytymi w tej kamienicy: głównie fotografie Karola Wojtyły i jego rodziny, z różnych okresów życia, kopie świadectw szkolnych i dyplomów, jak również dokumenty z życia studenckiego, a potem kapłańskiego w Krakowie i Watykanie. Wśród eksponatów zobaczyliśmy cztery jego sutanny z różnych etapów działalności duchownej: kapłańskiej, biskupiej, kardynalskiej i papieskiej. W skład muzeum weszło również dawne dwupokojowe mieszkanie Wojtyłów, złożone z kuchni, sypialni i salonu, któremu przywrócono wygląd taki, jak za czasów młodego Karola. Obejrzeliśmy również ekspozycję dotyczącą pielgrzymek papieża do Polski i do pozostałych krajów, jakie odbył podczas swego pontyfikatu.

Multimedialne muzeum należy do najnowocześniejszych muzeów w Polsce. Na zwiedzającego oddziałuje nie tylko swym nowoczesnym wyglądem, ale treścią i formą przekazu, jak również innowacyjnością rozwiązań technicznych. Warto je zobaczyć.

Dziękujemy księdzu Pawłowi za bardzo sprawne zorganizowanie pielgrzymki do Krakowa, Łagiewnik, Kalwarii Zebrzydowskiej i Wadowic oraz za stworzony życzliwy klimat podczas jej trwania. Czuliśmy się jak w rodzinie.

Janusz i Elżbieta Deszczka

Parafia Matki Bożej Królowej Polski w Warszawie-Aninie | Logowanie